Gdy rano się budzimy, nadal pada i
jest zimno.
Jemy ostatnie śniadanie u Swanów
(to, co zostało z wczorajszej supry), pakujemy się, żegnamy się z gospodarzami
i idziemy do autokaru. Jedziemy do Tbilisi przez Kutaisi. Długa droga przed
nami.
Ciągle pada. Po około trzech godzinach zatrzymujemy się przy malutkim sklepiku, w którym prawie nic nie ma, żeby kupić coś do picia. Po drugiej stronie ulicy jest budka z toaletą. Tragiczny smród i brud. No ale trudno. Jak nie ma innej możliwości to trzeba tutaj. Żeby przeżyć trzeba mocno zatkać nos i przymknąć oczy, żeby nie oglądać za bardzo tego, co tam się działo. W sklepiku jest umywalka, w której można umyć ręce. Przez jakieś 10 minut nadal czujemy smród, mimo, że jesteśmy na świeżym powietrzu daleko od toalety. :/ Jedziemy dalej. Zjeżdżamy na główną drogę, która jest o niebo lepsza od poprzedniej. W związku z tym lepiej się śpi. Budzę się, gdy dojeżdżamy do Kutaisi (125-300 m n.p.m.). Miasto to leży w regionie Imeretia i jest drugim, co do wielkości, miastem w Gruzji. Jedziemy do Monastyru Gelati, który został ufundowany przez króla Dawida Budowniczego. Monastyr ten przez długi czas był jednym z głównych kulturalnych i intelektualnych ośrodków w Gruzji. Znajdowała się w nim Akademia, która teraz stoi pusta. Zauważamy, że przyjeżdża tu wiele młodzieży w strojach typu studniówkowo-balowego (może to jakaś tradycja, żeby tu przyjeżdżać na zdjęcia?). Chwilę później w duchu cieszę się, że poszłam na postoju do tamtej łazienki, bo tutaj jest jeszcze gorsza. Śmierdzi tak, że nie da się wejść i na dodatek nie ma w niej drzwi.
Dalej jedziemy do centrum Kutaisi. Stamtąd idziemy pod górę do Katedry Bagrata, która razem z Monastyrem Gelati została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Wracamy do centrum.
Dochodzimy do ronda ze zwierzętami. Obok teatr i piękny park. Szybkie zakupy i idziemy przez targ na obiad. Jemy zupę gulaszową, chinkali z mięsem i chinkali z serem. Do tego pyszna gruzińska lemoniada gruszkowa. Wracamy do autokaru i jedziemy do Tbilisi. Znowu czeka nas długa droga. Można się przespać. Tradycyjnie mamy kilka godzin opóźnienia. Zaczynamy sobie żartować, że jak tak dalej będzie, to nie zdążymy na samolot do Polski. :D Do hostelu dojeżdżamy po północy. Pokoje są 6-10-osobowe. I do tego na korytarzu tylko 3 łazienki na ponad 50 osób… -.- Idziemy spać. Mamy łóżka piętrowe. Moje niebezpiecznie się chwieje i boję się, że rano obudzę się z koleżanką z góry, która do mnie „wpadnie” w nocy. Pościel śmierdzi tak, że trzeba położyć bluzę na poduszce, bo inaczej nie da się zasnąć. A. No i nie wszystkie mamy kołdry, bo w hostelu jakoś tak zabrakło… -.-
Ciągle pada. Po około trzech godzinach zatrzymujemy się przy malutkim sklepiku, w którym prawie nic nie ma, żeby kupić coś do picia. Po drugiej stronie ulicy jest budka z toaletą. Tragiczny smród i brud. No ale trudno. Jak nie ma innej możliwości to trzeba tutaj. Żeby przeżyć trzeba mocno zatkać nos i przymknąć oczy, żeby nie oglądać za bardzo tego, co tam się działo. W sklepiku jest umywalka, w której można umyć ręce. Przez jakieś 10 minut nadal czujemy smród, mimo, że jesteśmy na świeżym powietrzu daleko od toalety. :/ Jedziemy dalej. Zjeżdżamy na główną drogę, która jest o niebo lepsza od poprzedniej. W związku z tym lepiej się śpi. Budzę się, gdy dojeżdżamy do Kutaisi (125-300 m n.p.m.). Miasto to leży w regionie Imeretia i jest drugim, co do wielkości, miastem w Gruzji. Jedziemy do Monastyru Gelati, który został ufundowany przez króla Dawida Budowniczego. Monastyr ten przez długi czas był jednym z głównych kulturalnych i intelektualnych ośrodków w Gruzji. Znajdowała się w nim Akademia, która teraz stoi pusta. Zauważamy, że przyjeżdża tu wiele młodzieży w strojach typu studniówkowo-balowego (może to jakaś tradycja, żeby tu przyjeżdżać na zdjęcia?). Chwilę później w duchu cieszę się, że poszłam na postoju do tamtej łazienki, bo tutaj jest jeszcze gorsza. Śmierdzi tak, że nie da się wejść i na dodatek nie ma w niej drzwi.
Dalej jedziemy do centrum Kutaisi. Stamtąd idziemy pod górę do Katedry Bagrata, która razem z Monastyrem Gelati została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Wracamy do centrum.
Dochodzimy do ronda ze zwierzętami. Obok teatr i piękny park. Szybkie zakupy i idziemy przez targ na obiad. Jemy zupę gulaszową, chinkali z mięsem i chinkali z serem. Do tego pyszna gruzińska lemoniada gruszkowa. Wracamy do autokaru i jedziemy do Tbilisi. Znowu czeka nas długa droga. Można się przespać. Tradycyjnie mamy kilka godzin opóźnienia. Zaczynamy sobie żartować, że jak tak dalej będzie, to nie zdążymy na samolot do Polski. :D Do hostelu dojeżdżamy po północy. Pokoje są 6-10-osobowe. I do tego na korytarzu tylko 3 łazienki na ponad 50 osób… -.- Idziemy spać. Mamy łóżka piętrowe. Moje niebezpiecznie się chwieje i boję się, że rano obudzę się z koleżanką z góry, która do mnie „wpadnie” w nocy. Pościel śmierdzi tak, że trzeba położyć bluzę na poduszce, bo inaczej nie da się zasnąć. A. No i nie wszystkie mamy kołdry, bo w hostelu jakoś tak zabrakło… -.-