Dzień 8 (6.06.14)

            Budzimy się strasznie przemarznięte. Bez ciepłej bluzy nie da się wyjść spod kołdry. Trzeba się jeszcze dopakować i zjeść śniadanie. Na szczęście tym razem jest normalny szwedzki stół. Dostajemy m.in. parówki, ser, pomidory, tosty francuskie, ciasto, dżemy, soki, kawę, herbatę.
            Zbieramy się i jedziemy w kierunku skalnego miasta Upliscyche. Tam wieje dosyć mocny wiatr. Później jedziemy do Gori (588 m n.p.m.) – miasta Stalina. Według naszego pilota to najbrzydsze miasto w Gruzji. Zwiedzamy muzeum poświęcone Stalinowi. Zostało wybudowane obok miejsca, w którym stoi jego dom. Przewodniczka mówi po rosyjsku, a nasz pilot tak tłumaczy, że albo go nie słychać, albo źle tłumaczy, albo wcale nie tłumaczy. Super…
Jedziemy dalej do Kutaisi. Tam jemy obiad. Chaczapuri z jajkiem i coś jakby szisz kebab. Dobre. Do tego lemoniada jeżynowa. Mniam. Później mamy trochę czasu wolnego. Robimy ostatnie zakupy, wymieniamy pieniądze w banku i idziemy na zbiórkę. Jedziemy na lotnisko. Odprawiamy się, kupujemy dobre gruzińskie wina i czekamy na samolot. Czekamy i czekamy. Okazuje się, że samolot jest opóźniony o godzinę. Podobno w Warszawie jest burza, więc może to dlatego. No trudno. Czekamy dalej. Oby tylko znowu nie było problemów z lotem.
W końcu samolot przylatuje. Ustawiamy się w kolejce do wejścia na pokład, żeby zająć sobie dobre miejsca. Start bardzo spokojny, długi i łagodny. Po chwili odzywa się kapitan i mówi, że na lotnisku w Warszawie samolot się zepsuł i musieli go naprawić i uspokoił nas mówiąc, że „samolot jest już oczywiście sprawny”. Przy okazji znowu nas pozdrowił. Lot był spokojny. A może nie czułam, że coś się działo, bo spałam (i tak nie było nic widać przez okno, bo lecieliśmy w nocy). W ogóle nie czujemy, że lądujemy. Znowu spokojne, łagodne podejście. Steward wita nas w Warszawie i dziękuje za wspólny lot. Przy okienku paszportowym prawie rozbijam butelki z winem, ale w odpowiedniej chwili je łapię i wszystko jest ok.
Po przejściu przez bramki kończy się nasza wyprawa w nieznane. Trochę smutno się robi, tym bardziej, że to jednocześnie nasza ostatnia wspólna wycieczka szkolna. Ale było wspaniale. Szczerze polecam odwiedzenie Gruzji w niedalekiej przyszłości. Naprawdę warto. Sama pewnie też tam jeszcze kiedyś wrócę. :)