Budzimy się strasznie przemarznięte.
Bez ciepłej bluzy nie da się wyjść spod kołdry. Trzeba się jeszcze dopakować i
zjeść śniadanie. Na szczęście tym razem jest normalny szwedzki stół. Dostajemy
m.in. parówki, ser, pomidory, tosty francuskie, ciasto, dżemy, soki, kawę,
herbatę.
Zbieramy się i jedziemy w kierunku
skalnego miasta Upliscyche. Tam wieje dosyć mocny wiatr. Później jedziemy do
Gori (588 m n.p.m.) – miasta Stalina.
Według naszego pilota to najbrzydsze miasto w Gruzji. Zwiedzamy muzeum
poświęcone Stalinowi. Zostało wybudowane obok miejsca, w którym stoi jego dom.
Przewodniczka mówi po rosyjsku, a nasz pilot tak tłumaczy, że albo go nie
słychać, albo źle tłumaczy, albo wcale nie tłumaczy. Super…
Jedziemy dalej do Kutaisi. Tam jemy obiad. Chaczapuri
z jajkiem i coś jakby szisz kebab. Dobre. Do tego lemoniada jeżynowa. Mniam.
Później mamy trochę czasu wolnego. Robimy ostatnie zakupy, wymieniamy pieniądze
w banku i idziemy na zbiórkę. Jedziemy na lotnisko. Odprawiamy się, kupujemy
dobre gruzińskie wina i czekamy na samolot. Czekamy i czekamy. Okazuje
się, że samolot jest opóźniony o godzinę. Podobno w Warszawie jest burza, więc
może to dlatego. No trudno. Czekamy dalej. Oby tylko znowu nie było problemów z
lotem.
W końcu samolot przylatuje. Ustawiamy się w kolejce do
wejścia na pokład, żeby zająć sobie dobre miejsca. Start bardzo spokojny, długi
i łagodny. Po chwili odzywa się kapitan i mówi, że na lotnisku w Warszawie
samolot się zepsuł i musieli go naprawić i uspokoił nas mówiąc, że
„samolot jest już oczywiście sprawny”. Przy okazji znowu nas pozdrowił. Lot był
spokojny. A może nie czułam, że coś się działo, bo spałam (i tak nie było nic
widać przez okno, bo lecieliśmy w nocy). W ogóle nie czujemy, że lądujemy.
Znowu spokojne, łagodne podejście. Steward wita nas w Warszawie i dziękuje za
wspólny lot. Przy okienku paszportowym prawie rozbijam butelki z winem, ale w
odpowiedniej chwili je łapię i wszystko jest ok.
Po przejściu przez bramki kończy się nasza wyprawa w
nieznane. Trochę smutno się robi, tym bardziej, że to jednocześnie nasza
ostatnia wspólna wycieczka szkolna. Ale było wspaniale. Szczerze polecam
odwiedzenie Gruzji w niedalekiej przyszłości. Naprawdę warto. Sama pewnie też
tam jeszcze kiedyś wrócę. :)